Kupiłam rower

Na zdjęciu powyżej mój nowy nabytek. Nawet z zakupu samochodu tydzień temu nie cieszyłam się tak bardzo jak z tego roweru. Ubezpieczyłam go, bo to norma przy tego typuu zakupie, dostałam atestowany zamek do roweru oraz zaczęłam zakluczac drzwi w domu. To ostatnie to nowość, bo nigdy nie zakluczalam drzwi wychodząc z domu. Muszę więc… Czytaj dalej Kupiłam rower

Początek tygodnia

Tydzień zaczął się wielkim szokiem dla organizmu z powodu powrotu do pracy. Zmęczenie i senność jakie mnie dopadły w domu, sprawiły że nie nadawałam się do niczego. Do tego zaczęła się miesiączka i mam wrażenie że jestem wielkim zbiornikiem wody. Nawet jak wieczorem pije mniej, to wstaje 3 razy do toalety minimum. W poniedziałek jeszcze… Czytaj dalej Początek tygodnia

Niemal się udało

W minionym tygodniu zaplanowałam sobie 5 treningów na macie i 4 biegi. Sobotę przebimbałam, więc zabrakło tego jednego treningu, aby plan tygodniowy został spełniony. Ale to nic. Był ruch i to najważniejsze. Ba! Nawet zakwasy były. Pewnie wkrótce będą kolejne, bo robiłam w niedziele wieczorem trening na boczne mięśnie core. A tych nie używam zbyt… Czytaj dalej Niemal się udało

Wrócił mąż, wróciło domowe jedzenie

Po jednym dniu eksperymentu z apką Jumbo Coach stwierdziłam, że te połączenia produktów naprawdę mi smakowały. Gotowa owsianka faktycznie upraszcza sprawę. Sprawdziłam ten jeden składnik, którego nie chciało mi się tłumaczyć wcześniej. Więc - gotowa litrowa owsianka ze sklepu ma w składzie: mleko, pszenicę, owies, sól. Koniec. Uwielbiam ten kraj. Naprawdę fajne i tanie produkty… Czytaj dalej Wrócił mąż, wróciło domowe jedzenie

Jumbo Coach

Sieć supermarketów jumbo wydala aplikacje dla sportowców do zbilandowanej diety. Tak przynajmniej to opisują. Postanowiłam zobaczyć czy mogłabym tak jeść. Wpisałam co i jak i wyliczyło mi, że powinnam jeść 2300 kcal. Więc zmniejszyłam aktywność w pracy i wyszło 2100. Zaznaczam, że nie jest to aplikacja do odchudzania, ale do zdrowej diety i powiększa tylko… Czytaj dalej Jumbo Coach

Znów razem

Ostatni dzień samotnego leżakowania w łóżku. Jak już mąż zadzwonił, że jest na afsluitdijku to chodziłam co chwilę do okna. 40 minut gapienia się na podjazd przed domem. Przygotowałam sobie jedzenie na cały dzień. Wiedziałam, że dojadą jeszcze pierogi od teściowej. Zrobiłam sobie więc dwa śniadanka i lunch. Zważyłam wszystko i jak podliczyłam całość to… Czytaj dalej Znów razem

Nie dojechał

Wczoraj popsuła się pogoda w Polsce i mąż nie wyjechał do domu. Jedzie dziś. Zamiast tego dostałam od niego miła foto relację ze spaceru po mieście, w którym mieszkaliśmy na studiach. Fajnie było zobaczyć starówkę, rzekę, wydział... No i śnieg. Polska pod śniegiem. Piękne zdjęcia i zazdroszczę, że nie mogłam też iść na ten spacer.… Czytaj dalej Nie dojechał

Przypomniały się stare, dobre czasy

Kiedyś - podobnie jak dziś - zapisywałam wagę codziennie. Codziennie się ważyłam i codziennie to notowałam. Był moment nawet, że miałam dietę z jadłospisem wykupioną. Paskudny okres w życiu ale widać dokładnie, gdzie ten moment nastąpił. Jak bardzo wtedy waga spadła. Chciałabym i teraz mieć taki spektakularny wynik. Jednak wtedy schudłam z około 65 kilogramów… Czytaj dalej Przypomniały się stare, dobre czasy

Chorobowe

Dość. Po godzinie w pracy, podczas których 3 razy leciałam do łazienki, stwierdziłam, ze mam dość. Poszłam do szefa działu obok - moja szefowa tak wcześnie pracy nie zaczyna - i zameldowałam, że jadę do lekarza, źle się czuję i nie wiem, czy będę dalej pracować. Wsiadłam w auto i pojechałam z pełnym pęcherzem. Upewniłam… Czytaj dalej Chorobowe

Walentynki

Dzień zaczął się pięknie i cały przeminął pod znakiem pełnego słońca i wietrznej pogody. Na śniadanie i lunch dojadlam resztki z minionego tygodnia. Trochę już zwiędłe warzywa i starłam straty ser bo nie dało się go kroić. Ale było smacznie. Od męża dostałam w piątek wielki bukiet frezji. Zaczynają pomału kwitnąć więc stół w kuchni… Czytaj dalej Walentynki