Ogródek

Dziś tylko trochę zdjęć. W poprzednim wpisie pisałam, że miałam okazję się poopalać w ogródku. Dziś dam więc tylko kilka zdjęć. Uwielbiam swój maleńki ogródek i lubię go pokazywać. Nie mam pojęcia skąd mam te dwa tulipany, ale chyba nie są one z farmy skąd pochodzi reszta, bo mają inny brzeg. Bardziej szpiczasty niż tamte.… Czytaj dalej Ogródek

Święto kościelne w kraju niewiernych

Nie wiem czemu, ale niektóre święta kościelne w Holandii są obchodzone, a w Polsce nie, a inne odwrotnie. Teraz było coś z wniebowstąpieniem lub wniebowzięciem - tego nawet nie chce mi się dochodzić. Tak czy inaczej nie szliśmy do pracy, więc wyłączyłam budzik i spałam do całej 5:50. Ależ luksus! Gdy się tak wyspałam, posiedziałam… Czytaj dalej Święto kościelne w kraju niewiernych

Wycieczka rowerowa

Dziś dużo zdjęć. W minioną niedzielę byłam wyspana jak nigdy. Trochę czasu jednak zajęło mi zebranie się do kupy i wyjście na bieganie. Najważniejsze jednak, że udało mi się męża wyciągnąć na rowery. Kiedy zmoczyła nas burza nie było sensu czekać nawet pod mostem. Jak tylko schowałam torebkę do sakwy i wiedziałam że aparat i… Czytaj dalej Wycieczka rowerowa

Dziś o jedzeniu + promocja na wino

Och jej, jest już tak późno, a wstałam przed 6 z myślą, że zrobię ten wpis.... Dziś w Holandii święto. Wniebowzięcie bądź Wniebowstąpienie. Sama nie wiem i mało mnie to interesuje, jak większość kościelnych tematów. Jestem niewierząca i na tym poprzestańmy. Tak świętuję Wielkanoc i Boże narodzenie, ale tylko jako dni wolne od pracy z… Czytaj dalej Dziś o jedzeniu + promocja na wino

Waga w dół

Na dniach przygotuje kwiecistą fotorelacje z weekendu, zaś obecnie tylko napiszę, że kontynuuje posty, czuję się lepiej niż w zeszłym tygodniu. Na tyle dobrze, że rzadziej sprawdzam cukier, choć pojawiają się migreny, ale to może nie być związane, bo migreny miewam często. Chwilowo pogoda nie rozpieszcza, więc nie jeżdżę rowerem, ale zaczęłam ćwiczyć i uprawiać… Czytaj dalej Waga w dół

Drugi raz post

Środa minęła mi pod znakiem drugiego dnia postnego w tym tygodniu. Nie było już takiego głodu, jak w poniedziałek, ale też i ambicji by przeciągnąć post do czwartkowego wieczoru. 36 godzin też jest okej. Powiedziałam więc mężowi, że jak będzie sobie robił kanapki rano, to ja też poproszę. Pierwsze godziny minęły z umiarkowanym głodem fizycznym.… Czytaj dalej Drugi raz post

46.5 godziny

W niedzielę wie zorem zjadłam ostatni posiłek. W poniedziałek pominęłam śniadanie, a do pracy nie zabrałam lunchu. W domu zakopałam się w łóżku, bo miałam migrenę i było mi zimno. Poczytałam. Obejrzałam Jane Eyre, która w pracy słucham w audiobooku. Jakoś czas zleciał. Kładąc się spać, nie czułam już kryzysu. Ale po kolei... W niedzielę… Czytaj dalej 46.5 godziny