Chudnę

Jak zwykle boję się zapeszać, ale póki co waga spada. Poza postami przerywanymi, nie dzieje się wiele. Jem nadal owsiankę i grejfruta po pracy, a następnie w domu coś na obiad. Obecnie stawiam na dania gotowe. Jak jest do 1000 kcal to spoko, zmieszczę w bilansie. Testuję więc różne cuda. W czwartek przypadło mi danie jednogarnkowe z endywią. Jest to jakaś odmiana cykorii. Zostało mi jeszcze pół opakowania na piątek, ale wiem już, że nie jest to mój smak. Jakby trochę za słone te ziemniaki były.

Do pracy wzięłam kilka owoców nieszpułki. Kupiliśmy w Lidlu na próbę. Średnio smaczne, więcej obierania niż miąższu.

Nadal szczotkuję się na sucho. Biorąc pod uwagę jaki miałam w czwartek dzień to to szczotkowanie było też relaksacją. Chodziłam cały dzień w pończochach uciskowych. Po pierwszej przerwie zostałam wysłana pomóc laboratorium z przygotowaniem roślin do krzyżowania. Praca siedząca. W końcu. Ja dużo marudzę na pracę, nie lubię też robić wszystkiego w jednej i tej samej pozycji. Dlatego jak przez ostatni miesiąc tylko stałam w miejscu, to naprawdę miałam dość. Głównie fizycznie, bo pracę swoją lubię, ale nogi mi zapuchły i nawet już po nocy czuję, że mam słoniowe i ciężkie łydki. Zwłaszcza łydki, ale ból generalnie jest w całych nogach. Czasem ostry, kłujący, a czasem bardzo taki tępy i niezbyt intensywny.

Na przerwach nadal robię jogę. Skończyłam pierwszy plan treningowy. Został mi jeden niewykonany trening. Jednak tydzień minął i plan się skończył. Zaczęłam kolejny. Z rozciąganiem.

Koleżanka zaproponowała mi wyprawę pod namioty. Mam swój namiot i nawet dwa śpiwory, jedynie nie miałam karimaty. Od czasu Woodstocku nie miałam możliwości używać swojego namiotu. Jest 3 osobowy, ale we dwójkę jest w nim dość miejsca. Będę spała sama, bo koleżanka ma swój namiot. Proponowała miejsce w nim, ale uznałam, że jeśli jedziemy autem i mogę zabrać do jej samochodu namiot swój i go wreszcie użyć to chcę. Zabieramy też rowery. Na szczęście mąż jeszcze nie sprzedał swojego roweru sportowego i mogę go pożyczyć. Koleżanka od swojego chłopaka pożyczy podobny – obaj są fanami tej samej marki.

Dokupiłam karimatę samonadmuchującą się w Decathlonie. Mam zaufanie do ich jakości. Zostawiłam matę na dmuchanie się, ale chyba trzeba gwint zablokować aby był stały dostęp powietrza, bo się tylko trochę rozprężyła. Pełnię osiągnie sama w 24h. Zaś czterema oddechami można ją nadmuchać w 30 sek. Robi się fajnie sztywna i zaworki trzymają ciśnienie.

Kamping jest mały – zaledwie na kilkanaście miejsc. Koleżanka już zabookowała miejscówkę i po powrocie mamy się rozliczyć. Z paliwem powinno wyjść około 50 euro na osobę. Jedziemy daleko, bo do Drenthe. Dla mnie to drugi koniec kraju. Od granicy z morzem po granicę z Niemcami.

Nie mogę się doczekać wyjazdu. Zabiorę aparat, a poza tym postaram się być offline. Przyroda, rower i ja z Marysią… Mąż nie jest wielbicielem namiotów i wiele razy próbowałam go namówić na taki wypad. Zobaczymy, jak to mi się może spodobać i może jego kiedyś jednak wyciągnę… Na razie powiedział mi tylko, że jak się mi spodoba to mogę częściej z koleżanką jeździć… Bez względu na to czy się droczy czy mówi poważnie – najpierw niech mi się spodoba.

Odłożyłam sobie już latarkę i lampkę nocną na baterie, choć wyjazd dopiero za miesiąc…

3 myśli w temacie “Chudnę”

      1. Jeśli masz wannę, to lepiej. Jeśli nie, to miska może być. Ja nawet moczylam w plastikowym wiaderku, bo wtedy pół łydek jest w wodzie. Najpierw trzeba nasypać soli że dwie garście. Zalać gorącą wodą, żeby się rozpuściła. Woda przestygnie i można moczyć. Ja czasem i pół godziny w tym siedziałam. Często powtarzałam i ulga była.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s