Jadelit i springrollsy

Do tej pory miałam w starym blogu jako tło zdjęcie papieru do pakowania z motywem Delt Blauw. Po resecie grafik wrzuciłam zdjęcie zalanego pola kwiatowego z wiatrakiem w tle. Jednak nie było za wiele widać z niego i tylko na brzegach widoczny był bliżej nieokreślony niebieski kształt. Postanowiłam to zmienić i dałam w tło zdjęcie pocztówki, którą gdzieś kiedyś dano mi za darmo. Nie przedstawia ona nic konkretnego, a jedynie jakieś piktografiki związane ze stereotypową Holandią. Chyba na razie musi być.

Gdy byłam biegać w środę, trafiłam na pole ozdobnego czosnku. Wcześniej nie zwróciłam uwagi, że mogą tam rosnąć kwiaty. Nie wygląda to tak okazale jak tulipany, ale to jedyne, co obecnie kwitnie.

W czwartek – czyli jakieś święto kościelne, kiedy mieliśmy wolne – mąż przyrządził springrollsy. Sajgonki na surowo z pieczonym tofu. Jemu smakowało, ja uznałam, że bez moczenia w sosie sojowym nie ma to kompletnie smaku. Może z ryżem i sosem słodko-kwaśnym? Nie wiem. Niby lubię każdy z ich składników osobno, ale razem moim zdaniem nie komponowało się. Na pewno było low calorie.

W pracy mamy nowe odmiany kwiatów na sprzedaż. Mąż zerwał nam próbki do obejrzenia w domu. Heartbreaker naprawdę wygląda super.

Po śniadaniu trochę jeszcze połaziłam po domu i ogrodzie i wybyłam do sklepu po bagietkę do śledzia. Do miasteczka mam 4 km, więc marszobiegami z plecakiem na zakupy dotarłam w nieco ponad pół godzinki.

To był bardzo wietrzny dzień. Wracając chciałam też pobiec, ale już zabrakło sił. Musi starczyć to co się udało dobiec w pierwszą stronę. Ostatnie kilka km już szłam energicznym marszem.

Na obiad zjadłam więc opakowanie śledzi i cała bagietkę. Wieczorem napiłam się wina z mężem i obejrzeliśmy dwa filmy na rzutniku.

Na pierwszy rzut oka poszedł Chip i Dale. Moja ulubiona kreskówka z dzieciństwa. Całkiem ciekawy film i fajnie też było wrócić do tego świata. Opierałam się najpierw, ale mając do wyboru film o multiverse z Michelle Yeoh, na który nie byłam dość skupiona, i durną kreskówką to kreskówka wygrała.

Na drugi ogień poszedł Pojedynek. Bardzo ciekawy punkt widzenia na śmierć i klonowanie. Fajna rola Jessiego Pinkmana oraz fajny rozwój związku głównej bohaterki i jej chłopaka. Film jest trochę inny niż by wynikało z trailera, co wychodzi tylko na plus. Podoba mi się spodów mówienia głównej bohaterki. Mówi podobnie do mnie. Trochę machinalnie, automatycznie, fakty ponad emocje. Nigdzie w filmie nie jest to powiedziane, ale moim zdaniem oddaje ona świetnie ducha osoby ze spektrum. W pewnym sensie utożsamiam się z nią.

Gdy byłam w miasteczku to miałam zamiar odebrać paczkę, która przyszła na adres drogerii. Mój worek na wodę do plecaka biegowego. Mam już mój silikonowy siusiak i mogę bez rozbierania się i szukania krzaków w sposób męski – czyli akceptowany społecznie – publicznie się wypróżnić – to teraz także mogę i pić podczas biegania latem. No, jeszcze nie mogę, bo drogeria była zamknięta i nie odebrałam paczki. Ale wstąpiłam do Aktiona.

Kupiłam sobie zeszyt – mam manie na zeszyty. Uznałam, że będę zapisywać tam moje postępy. W bieganiu, w diecie, w powrocie do wagi, która była dla mnie znośna, przy której się świetnie biegało i w ogóle. Kupiłam też szampon, bo moje włosy obecnie muszę myć codziennie – urok lakieru do włosów. Mam też masażer do twarzy. Więc już nie tylko leżę na macie z kolcami, szczotkuję ciało, robie peelingi i scruby raz w tygodniu, ale także i roluję buzię na stres. Niby też na wchłanianie kosmetyków, ale nie używam nic poza kremem nawilżającym po peelingu, zatem bardziej na stres. Roller jest z naturalnego jadelitu, więc jest zimny w dotyku i łagodzi zmęczenie.

Poniżej trochę screenów z Garmina. Postanowiłam w piątek odpocząć od biegania. Fajnie byłoby stuknąć dyszkę w weekend czy coś. Zostaje mi nadal trening z zombie, gdzie mam robić interwały i skipy. Ale chcę też dotruchtać trochę dłuższy dystans. Nadal mam w założeniu 1000 km w 2022 roku, więc przez dotychczasowe braki w realizacji planu – obecny cel tygodniowy to 24,6 km. W tym tygodniu mam 19,7 km. Zatem jest pole do nadrabiania. Dwa krótsze treningi lub jeden dłuższy… Poza silnym wiatrem, powinno być w porządku.

W tym roku najwyższą wagę miałam w marcu. Dokładnie 2 miesiące temu. Od tamtej pory schudłam 3,7 kg i tak sobie też wyzeruję licznik. Że zaczynam od wagi 71,1 kg. Wiem, że gdy zaczęłam to było 76 kg z hakiem, ale lecimy dalej. Czuję, że spoczywam na laurach, a to zawsze kończy się tyciem. Za kilka dni miesiączka, więc tym bardziej muszę pilnować się z podjadaniem.

Przestawiam więc MyFitnessPal na 71,1 kg wagi początkowej. Zapominam więc o życiowym maksimum, tylko skupiam się na tym, co przede mną. A to powrót do formy. Pilnowanie się z ilościami jedzenia. Bieganie, kiedy są siły i akurat nie ma sztormu. Rower dla zabawy i do pracy, jak są siły i jestem wyspana. Planowanie posiłków do przodu.

to yummy to taki domyślny podpis – myślałam, że usunęłam. trudno, błędy się zdarzają

2 myśli w temacie “Jadelit i springrollsy”

  1. Ciekawe jak sprawdzi Ci się siusiak. Sama nad nim myślałam, ale w sytuacjach, kiedy byłby użyteczny ubrana jestem w leginsy…?

    Polubienie

    1. no wlasnie bawiłam się trochę i w piżamie i luźnych dresach da radę. Muszę zobaczyć z high waist legginsami, bo mam te z nessi, co sa ciasne jak gorset i swietne do biegania, ale zobaczymy jak z siusiakiem 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s