Nienawidzę upałów!

Dziś – w piątek – zostałam w domu. O tym jednak później. Jak na razie najweselszym epizodem tego dnia jest fakt, że przyszły bilety na Zimmera na czerwiec 2023. Zamówiłam do domu, jako forma pamiątki. Mogłam wziąć e-bilet, ale będę miała co wkleić do scrapbooka.

W czwartek było okropnie gorąco. Część firmy kończyła wcześniej – o 13. My pracowaliśmy w ramach wyjątku do 15-tej, więc niby przed najgorszym skwarem jeszcze uciekliśmy, ale nie przed najgorszym słońcem. W Holandii najwyższa temperatura nie jest koło 12, jak w Polsce, ale popołudniu. jak wychodziłam biegać o niemal 20-tej to już temperatura schodziła, ale nadal było 27 stopni [odczuwalna 29]. Nie pamiętam, kiedy się ostatnim razem tak mocno spociłam w tym roku. Nie było przecież jeszcze takich temperatur za wyjątkiem minionego piątku, kiedy byłam na campingu. A już koniec czerwca!

W pracy gorąc rekompensują widoki. Pracuję w firmie hodującej i produkującej alstromerie, ale sama zajmuję się begoniami. Z daleka wiele się one nie różnią od siebie.

Jeśli mój ogrodowy eksperyment się uda, to będę miała takie właśnie alstromerie w doniczkach w ogrodzie.

Piątkowe ważenie pokazało niższą niż dotychczas wagę. To właśnie od tego 70,9 kg od 5 tygodni próbuję się odbić i nic. Biorąc pod uwagę dzisiejsze śniadanie to będzie raczej trudne. Ale nie niemożliwe.

Wczoraj po pracy, w tym skwarze, posmarowana na słońce i z daszkiem na głowie – wykopałam część roślin. Jak widać nie wszystkie cebulki są jeszcze gotowe do wykopywania. Nie wiem, czy powinnam czekać jeszcze, bo za tydzień pogoda może być różna, a za dwa jadę na wycieczkę rowerową. Póki co mam krokusy niebieskie wykopane – to te malutkie w ilości chyba tysiąca. Opisywałam podczas wykopywania, jakie to są odmiany, a i tam zostałam z jednym pudełkiem dużych cebul narcyzy, których nie mogę zidentyfikować. Gapiłam się z moją rozpiskę i nie mogłam dość, skąd się one wzięły. Najprawdopodobniej to Red Devon, ale głowy nie daję. Bo jedno pudełko z Red Devon już mam wykopane i jeśli by je złączyć to wychodzi o jedną cebulkę więcej niż wkopałam. Nie mówię o cebulkach przybyszowych bo tych nie liczę, nie rozdzielałam ich nawet, aby się nie pomyliło. Jednak jeśli 23 cebulki zajmują 2 pudełka, to boję się wykopać 70 cebul tulipanów…

Na schłodzenie podjadlam gotowany bób i lody ben&jerry.

Orzechowe lody z czekoladą i kawałkami brownie. Jak dla mnie bomba.

Wieczorem wyszłam na bieganie. Myślałam, aby biec biegiem ciągłym i zobaczyć, gdzie mnie to zaprowadzi. jednak bałam się, że dłuższy wysiłek w taki upał spowoduje ból głowy i zetnie mnie na kilka dni, jak to się niejednokrotnie zdarzało. W interwałach mogę zawsze czasem jeszcze chodzić. Wybrałam więc bieg zombie i wyszłam z domu. W ramach ćwiczeń – pół-przysiady. Czułam w nocy zmęczone nogi i pośladki.

Wyszło 6 km – akurat by wejść do wsi na spokojnie. Jednak, by uniknąć biegu przez wieś – wybrałam zewnętrzną stronę kanału – skąd nie da się skrócić drogi do wsi i trzeba iść dookoła. Na mapie wygląda to dokładnie tak samo, ale to dwie równoległe drogi.

Było dużo chodzenia, ale też długotrwałego biegu. nie zawsze trener audio odmierza równe odcinki, więc różnie to wychodzi.

Nawet komfortowo, choć z zadyszką, biegło mi się odcinki 7-minutowe. Widziałam, że mam tempo około 7 minut [co kiedyś byłoby dla mnie wstydem] i nie czułam, że pędzę ponad siły. To już wiele dla mnie.

Wchodząc do wsi zobaczyłam tą owcę skąpaną w pomarańczowym świetle zachodzącego słońca to zrobiłam zdjęcie. Moim zdaniem wyglądała super, nawet jeśli zdjęcie tego nie pokazuje.

Dziś rano zaczęłam dzień od dosypiania. Wstałam z budzikiem i czułam, że nie powinnam wstawać wcale. Krzyże bolą, głowa boli, cała obudziłam się zapuchnięta i nieprzytomna. Zeszłam na dół powiedzieć mężowi, że zostaję w domu i napisałam do kolegi z pracy, co ma do zrobienia i gdzie zostawiłam instrukcje. Poszłam dalej spać. Dostałam do łóżka gorącej herbatki i mąż pojechał do pracy. Wstałam po 8 i zadzwoniłam – o wiele za późno – że nie będzie mnie w pracy. na szczęście kolega zdążył mnie usprawiedliwić, więc nie było tak źle.

Na śniadanie zjadłam smażoną mortadelę i kanapkę z serem. Jeden plaster został mi na później i nawet już owsiankę przygotowałam, ale już widzę, że kalorycznie to będzie bomba. Sama mortadela i kanapka to 1300 kcal. Owsianka – 500.

Ścięłam w końcu pieniążka. Zrobił się tak ogromny, że nie szło go niczym podeprzeć. Wkurzał mnie tylko. Wygląda teraz trochę łyso, ale mam nadzieję, że odrośnie. ma wiele małych odrostów, więc tylko trzeba im trochę kibicować.

Mąż pokazał mi promocję na dmuchane deski do wiosłowania. Odkąd widziałam takie we Francji na naszej podróży poślubnej to chciałabym mieć. teraz mieszkam we wsi z dużym i długim kanałem. Fajnie by było mieć takie cudo. Jednak nie w tym roku, bo bilety i wycieczka rowerowa pochłonęły mój budżet i muszę zbierać od nowa.

Najpierw jednak muszę zbierać na nowy zegarek do biegania. ten ma problemy czasem, aby się naładować. Myślę, że sprawię sobie również Forerunnera Music. Obecnie mam 245, więc nowa wersja, która kosztuje 400e to 255. Jest on nowszy, ma możliwość ekranu dotykowego, co raczej wyłączę od razu, lepszą baterię, dokładniejsze czujniki, a tak to chyba jest taki sam jak 245. Czyli super. Mógłby mieć więcej kolorów pasków. No, ale od czego jest AliExpress… Więc najpierw zegarek, szopa na rowery i potem deska.

Myślę o takiej szopce na rowery. Minimum 1000 euro, więc jest na co zbierać… Może się uda na przyszłe lato ją postawić w ogrodzie. Muszę tylko cały ogród przebudować i pomyśleć, gdzie i co, bo tą szopą mogłabym cień zagospodarować. Ten ogród jest taki malutki… A tu jeszcze 3 śmietniki…

5 myśli w temacie “Nienawidzę upałów!”

  1. Traszko, Ty znasz się dobrze na cebulkach i kwiatach, powiedz mi proszę, czy wykopywanie cebulek tulipanowych latem jest konieczne? I czy trzeba co roku wykopywać?
    Pytam nie dla siebie, ale dla rodziny i znajomych w Polsce, których obdarowałam różnymi rodzajami cebulek i Pięknie im te tulipany powschodziły, przysyłali mi zdjęcia, ale nie wiem właśnie, czy powinnam im poradzić by je wykopali teraz? Będę wdzięczna za podpowiedź.

    Polubienie

    1. Nie trzeba. Wynajmowałam domek raz w Polsce gdzie dziadek nim zmarł miał tulipany. Nikt z dzieci i wnuków ich nigdy nie ruszył. Rosło ich tam multum. Co roku tulipan kształtuje cebulki przybyszowe. Są one nowymi tulipanami. Wykopuje się aby przeszły w tzw stan spoczynku, a przede wszystkim aby je później szerzej rozsadzić. Tulipany powinno się podlewać od wschodów do późnego kwitnienia, aby właśnie wtedy te cebulki powstały duże i pełnowartościowe. Małe pewnie nie zakwitną ale po kilku latach będą już gotowe. Ja wykopałam pierwszy raz. Dostałam ogromne cebulki z farmy i na razie tylko jedne z nich wykopałam. Ładnie się rozmnożyły. Narcyz też są duże i mają równie duże przybyszowe. Najważniejszy w cyklu życia tulipana jest okres jarowizacji. Nie pamiętam ile tygodni, ale tulipan musi dostać zimna. Więc zimę musi być w głębie lub chłodnym przewiewnym magazynie. Jeśli nie dostanie dość długo zimna to nie zakwitnie.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Bardzo dziękuję, Traszko, za wyjaśnienia.
        Ale masz wiedzę, podziwiam i dziękuję, że się nią podzieliłaś.
        Ja niektóre terminy słyszę po raz pierwszy np. jarowizacja.
        Nie miałam pojęcia o tym wszystkim.
        Ale przynajmniej jestem spokojniejsza, że bliscy nie muszą teraz tych podarowanych cebulek rozkopywać. Nie każdy lubi prace ogrodowe i ma na nie czas, toteż nie chciałabym im dokładać roboty z tulipanami.
        No chyba, że ktoś lubi i chce mieć więcej tulipanków, to podpowiem, co robić.
        Dzięki wielkie.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s