Serreta – szlak 1

W poniedziałek rano wstałam przed świtem. Nie wiem czy to jet lag, czy coś innego. Albo wstawanie codziennie po 5 do pracy? Uznałam, że trzeba łapać okazję i wyjść na bieganie. Trasy są tu jak wszystkie drogi. Albo 45stopni pod górkę, albo tak wąsko i mokro, że strach stąpać.

Ubrałam swoją latarkę na pierś i ruszyłam na polne drogi. Są one wyasfaltowane jak w Holandii, ale otoczone murkami z kamieni zamiast kanałów. Są tam pastwiska, pola, padoki dla koni…

Po śniadaniu wyszliśmy na szlak. Serreta. Zaczyna się kawałek za naszym domkiem.

W teorii prawie 7km I ponad 460m w pionie. W praktyce musieliśmy dojść na początek trasy sami (dużo osób jeździ tu samochodami na punkty widokowe i z powrotem). Wspomagałam się trasami w aplikacji AllTrails. Nie używam jej do śledzenia aktywności, bo wtedy mój telefon padł by trupem po kilku godzinach, ale sprawdzałam czasem, czy trasy się pokrywają.

Tablica informacyjna ma świetne oznaczenia. Szlak był właśnie tak zaznaczony. Od razu wiadomo, jak się drogę chce źle obrać. Każde rozwidlenie zawiera wskaźnik „dobrze” tam, gdzie się należy skierować, i „źle” gdy się. Chcę źle skręcić. Także zawiera kierunek skrętu. Ale by się ta metoda w PTTK przydała… W Holandii są numerki, też super opcja.

Poniżej trochę zdjęć. Zaczęliśmy po dwóch dniach deszczu, więc szlaki były grząskie, śliskie i czasem dość trudne. W. Newralgicznych momentach są drewniane pomoce. Stopnie, pieńki, progi.

Momentami było wąsko, grzasko, ale pomimo wilgotności 100% super było oddychać czystym powietrzem.

Było ciasno. Na przykład za sprawą dziko rosnących hortensji.

Momentami było stromo. Czułam, że Himalaje nie są dla mnie, jeśli potrzebowałabym obozów aklimatyzacyjnych nawet przy takich podejściach, jak to poniżej na zdjęciu.

Poniżej nas padał deszcz.

Za grania trafiliśmy na jeziorko, które najpewniej powstało w bocznym kominie wulkanu. Nie mogliśmy podejść bliżej, bo był to obszar zabroniony. Jednak i tak pewnie byśmy tego nie zrobili. Zejście było bardzo stronę, dzikie, a my już mieliśmy mało sił. A to dopiero półmetek.

Dziko rosną także egzotyczne rośliny. Między innymi taki gatunek imbiru. Ślicznie pachnie.

Najgłębsze błotko było na skraju pola, przy granicy wąwozu po lewej.

Powrót do wsi. Ten spacer nas naprawdę. Wymęczył. Wypiłam prawie 2l pęcherz wody, a nie musiałam szukać krzaczków. Wszystko wypociłam. Dzień później miałam zakwasy na pośladkach. Chyba od schodzenia w dół po korzeniach i kamieniach…

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s