…jeśli nie ściągnęło się jej rano?
Tak minął mi weekend. A właściwie niedziela. Zmieniłam jedynie piżamkę przespaną na świeżą i poszłam dalej spać. W międzyczasie próbowaliśmy obejrzeć kilka filmów, z któreych żaden nas nie chwycił. Ani Ostatni syn [western] ani Johnny Mnemonic [sci-fi] ani też Daytrippers [komedia sytuacyjna].

W zasadzie cały dzień nie zrobiłam nic, prócz upieczenia jedynego ciasta, które mi wychodzi. A które średnio wyszło, bo użyłam miarki do odmierzania soli – tej samej, którą sól odmierzam do chleba – ale okazało się, że choć opisana jest thelepel – łyżeczka do herbaty, to jednak soli weszło do niej o wiele więcej. Drożdżówka wyszła słona. Ale smakowała – rozdałam po znajomych i ledwie załapałam się na ostatni kawałek. Tylko jedna osoba powiedziała, że taka wytrawna trochę – na szczęście sól się rozeszła w cieście. Standardowo – zrobię kolejną, aby się udało w końcu. Zawsze co druga mi wychodzi.

W poniedziałek ruszyłam z kopyta – trening z ciężarami.

Przyszedł powerbank z panelem słonecznym. 10 pełnych naładowań telefonu i możliwość powieszenia na plecaku podczas wędrówki i uzupełniania ładunku ze słońca. Klocek waży pół kilo i jest naprawdę spory, ale może uniknę takich sytuacji jak ostatnio w Amsterdamie. Podmienię go chyba z powerbankiem w pracy na razie, aby trochę popracował, albo będę nim w nocy ładować telefon. Chodzi o to, aby najpierw go dobrze wytestować. Ma bardzo mocną lampkę led, która w jednym z trybów nadaje S.O.S.

Wieczorem zebrałam się na matę – w towarzystwie prania, jak zawsze.



Zakwasy się pojawiły.
Ostatnią niedzielę też w piżamie chodziłam. Robiłam sałatkę i brakło mi majonezu. Więc założyłam na piżamę spodnie i kurtkę i tak pojechałam do sklepu. Kto tam patrzy…🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Święta racja. W obecnych czasach wszystko wolno. Ja potrafię w huispaku wyjść z domu. Kurtka buty i komu przeszkadza różowy welur😉
PolubieniePolubienie